Uśmiechnęła się.

ROZDZIAŁ DWUNASTY
Clemency wystarczył ledwie jeden rzut oka, by zorien¬towała się, o co chodzi. Bez pytania o pozwolenie opadła na najbliższy fotel i przez dłuższą chwilę nie potrafiła wykrztusić ani słowa. Do głowy cisnęły się jej najbardziej szalone pomysły, nie wiedziała, czy wszystkiemu zaprzeczyć, czy rzucić się markizowi do stóp, czy też w pośpiechu uciec z tego domu. Ręce drżały jej tak bardzo, że upuściła list. W końcu zebrała się na odpowiedź:
że to niemiłe dziecko?
W Candover Court zauważono jej wkład w edukację Arabelli, a nawet w zorganizowanie ostatniego pikniku. Nie wierzyła, by matka doceniła tak kiedyś jej pracę.
Postanowiła zajrzeć jeszcze do Eriki.
Razem zanurzyli się w pościeli. Opromienione słonecznym blaskiem chwile rozciągały się w czasie, aż sam czas stanął w miejscu. Santos spełniał szeptane namiętnie życzenia Glorii. Odwzajemniała mu się tym samym. Zaspokajali się w sposób niezwykły i doskonały, na przemian czule i szorstko, pospiesznie i leniwie. Dopiero teraz Gloria zrozumiała, ostatecznie i do końca, co to znaczy naprawdę być kobietą.
miłości. Jedyne więc, co mi pozostaje, to unieść się honorem i wyprowadzić się stąd.
W tym czasie Lysander i Clemency dotarli pod zajazd. Nie zajechali główną bramą, ale od razu udali się w stronę stajni.
mówiła często, Ŝe Nathanieł Hartman to człowiek zimny i wyrachowany, który nie
siostrę, nie za mocnych uŜyła słów. Kara była na drugim roku studiów na
się jak pilot kamikadze, który lada moment zginie.
- O ile pamiętam, mieliśmy tę sprawę przedyskutować pod
- Nie marnujmy zatem czasu - wtrąciła obcesowo lady Helena, chcąc jak najszybciej zakończyć ten nudny interes i wrócić do Candover, zanim się oszczeni jej ulubiona suczka Millie. - Słyszałam, że ma pani piękną córkę.
- Muszę tylko wziąć lalkę, a Lizzie swoją książkę.

namiętnie. Aż zagryzł wargę, czując, że ta złość go zaraz rozsadzi. Książę był tylko

policzki.
pod nosem samego siebie. Nie powinien był dopuścić do tego,
prędzej udał się do kuchni. Gdy weszła, gotował już mleko

na dwór.

- Wszystko to stało się z mojej winy. Gdybym się wtedy nie wygadał przed Evą...
Chciał ją zresztą mieć tylko dla siebie. Nie miał zamiaru bynajmniej więzić jej w
odwrócił go stanowczo w swoją stronę.

- Myślisz, że Lysander jest jej celem? - zapytał Mark marszcząc brwi.

- Ależ w takim razie to piękność! - mruknęła Eva kwaśno i spojrzała na niego
- Dzisiaj podcinamy tylko końcówki i układamy? – zwrócił się do klientki. Była
jednak... tęskniła za nim.